Obecnie w sezonie na wodzie widać często więcej kitesurferów niż windsurferów, jednak 20 lat temu nie było ich wcale. Jak więc zaczęła się historia kite’a w Polsce? Oddajmy głos prekursorom.

Pionier kitesurfngu, współzałożyciel pierwszej szkoły kite’a
Donat Raczkowski

v

Pierwszy udany start na desce od winda

W 1997 po raz pierwszy spotkałem się z kitesurfngiem w Wenezueli, gdzie wybrałem się na windsurfng. Na spocie królowali windsureferzy, a między nimi na dwulinkowym pompowanym kicie i desce kierunkowej ze strapami przemieszczał się kitesurfer. Trudno to nazwać pływaniem, jednak poruszał się po wodzie i budził   spore zainteresowanie. W tym samym roku pojechałem do Cape Town w RPA, gdzie właściciel szkoły Langebaan dał mnie i Bogdanowi Staszczyńskiemu pompowanego dwulinkowego kite’a, żebyśmy się sami uczyli pływać. System szkolenia jeszcze wtedy praktycznie nie istniał. Mieliśmy problemy z wystartowaniem latawca, a co dopiero mówić o sterowaniu. Za którymś razem w latawiec wpadły dwa bezpańskie psy biegające po plaży i zostały z niego strzępy. Kolejna przygoda w egipskim Dahabie – zabawa z latawcem na offshorze – też nie skończyła się sukcesem, lecz zwózką motorówką.

W 1998 roku spotkałem kolegę z Wrocławia, który pracował w branży włókienniczej i szył komorowe latawce dla Fone’a. Otrzymałem od niego dwulinkowy latawiec tejże frmy i zacząłem próby pływania w zatoce z deską kierunkową o długości 2,1 m i strapami. Sam dwulinkowy latawiec nie był mocowany do trapezu, a bar trzeba było trzymać w ręku. Nawet po puszczeniu baru pozostawał na jednej lince i potrafł solidnie ciągnąć. Dodatkowo w Berlinie kupiłem dwulinkowy latawiec Wintools. Po długich próbach udawało mi się pływać lewo–prawo i zrobić zwrot, „spacerując” po desce. W zatoce pływałem tylko ja i drugi kitesurfer Sławomir Mindak, który wkrótce zginął, więc dziś trudno będzie ustalić, który z nas był tam pierwszy.

Latawiec Wipika

Latawiec Wipika

W 1999 roku kupiłem dwulinkowy latawiec Wipika, który jak mówił właściciel, da się przerobić na cztery linki. Z pomocą zapalonego modelarza Igora Czernika przerobiliśmy Wipikę na cztery linki i zaczęła się prawdziwa przygoda z kitem. W tym samym roku założyliśmy szkołę kite’a o nazwie Loop Kiteboarding Club w Chałupach 3. W roku 1999 odbyły się też pierwsze zawody kitesurfingowe w konkurencji race w Rewie zorganizowane przez Marka Brzozowskiego. Na przełomie roku polecieliśmy ze znajomymi na Dominikanę, gdzie po raz pierwszy spotkałem się z deskami SU-2.

Kurs instruktorski - od lewej: Igor, Corey, Donat

Kurs instruktorski – od lewej: Igor, Corey, Donat

W 2000 roku zorganizowaliśmy ofcjalny kurs instruktorski IKO wraz z Igorem Czernikiem, Mariuszem Karaźniewiczem i Jarkiem Teresińskim. Naszym kursantem był Mariusz Czapliński. To ciągle był czas pionierów i nasz instruktor z IKO pływał niewiele lepiej od nas, a pewnego razu zaliczył przejazd przez pole dzikich róż w Chałupach… Trzeba jednak przyznać, że jeśli chodzi o teorię, był lata świetlne przed nami.

Pierwszy mistrz Polski w kitesurfngu, współzałożyciel pierwszej szkoły kite’a
Igor Czernik

Kite’a po raz pierwszy zobaczyłem w 1997 roku w Internecie, szukając nowinek windsurfngowych. Były to głównie dwulinkowe latawce Wipiki. Nieco później na Prassonisi wpadł mi w ręce dwulinkowy latawiec pociągowy typu NACA, stosowany do zaprzęgów i wózków buggy. Po szybkiej modyfikacji udało się zrobić linkę trapezową i wpiąć się w hak, jednak cała siła była skupiona na rękach, co uniemożliwiało płynne sterowanie. Po kilku startach z deską windsurfngową wykonałem pierwszy krótki hals z wiatrem.

Igor Czernik

Igor Czernik

W 1998 roku Donat przywiózł na Hel czterometrowy, komorowy latawiec szyty dla Fone’a. Był jednak za mały, żeby zrobić na nim start z wody. Później pojawił się siedmiometrowy latawiec Wintoolsa kupiony w berlińskim sklepie. Nauka polegała na wzajemnym startowaniu latawca, wyciskaniu go z wody i wymianie podartych zaworów zwrotnych powietrza. Rozgryzienie tajemnicy startu z wody wspomagały telefony do właściciela sklepu, który czasem udzielał sprzecznych informacji. Rok później przerobiliśmy dwulinkowy Wipiki „FreeAir” na system czterolinkowy. W efekcie powstał latawiec z możliwością sterowania mocą. Na Wipice wreszcie dało się pływać w szerszym zakresie wiatrowym i co najważniejsze, nie tracąc wysokości.

Igor i Donat na szkoleniu

Igor i Donat na szkoleniu

Zainteresowanie kitem wśród znajomych było tak duże, że jeszcze w tym samym roku uruchomiliśmy pierwszą w Polsce szkółkę kite’a pod nazwą Loop Kiteboarding Club. Nazwy Loop oraz logo użyczył nam Rysiek Tomasiczek, późniejszy producent pierwszych polskich latawców i współorganizator zawodów Loop Kamikaze Cup. Pierwsza „kite łączka” powstała za płotem wChałupach 3. Widząc braki w zakresie metodyki szkolenia w 2000 roku, zorganizowaliśmy pierwszy w Polsce kurs instruktorski pod patronatem WSN, czyli Wipika School Network, obecnego IKO, którego byliśmy uczestnikami. Wykładowcą na kursie był Anglik Corey Adcook. W tym samym roku wraz z Magdą Puciatą, redaktorką czasopisma „Windsurfng” i późniejszego magazynu „Kitesurfng”, zostaliśmy zaproszeni do współorganizowania jednego z przystanków zawodów Kite Trophy w Juracie.

W roku 2001 na pierwszych mistrzostwach Polski zdobyłem pierwsze miejsce w konkurencji hangtime i zestawieniu generalnym. Wtedy szczytem umiejętności freestyle’owych były podwójne backrolle, onefooty, boardoffy i deadmeny, dziś to prawdziwy oldschool.

W tym samym roku pojawił się u mnie w szkole Darek Rosiak – założyciel frmy Nobile Kiteboarding, którego miałem przyjemność uczyć pierwszego sterowania latawcem. To był niezwykły i niezapomniany czas.

Ekipa KiteZone

Ekipa KiteZone

KiteZone stał się w tamtym okresie chyba największą fabryką instruktorów. Nie sposób wszystkich wymienić, ale spośród prowadzących dziś szkoły byli: Paulina Ziółkowska, Kasia „Gienia” Pokój, Darek Ziomek, Andrzej „Jędrek” Nowakowski i wielu innych wspaniałych ludzi.

Pierwsze polskie seryjne deski
Mariusz Karaźniewicz

Z kitesurfngiem spotkałem się po raz pierwszy w 1999 roku w El Medano, gdzie zobaczyłem na plaży człowieka bawiącego się dwulinkowym latawcem. Wróciłem do Polski i zamówiłem swój pierwszy czterolinkowy latawiec Naisha. Ponieważ na realizację mojego zamówienia musiałem czekać pół roku, kupiłem w frmie Dudek Paragliders dwulinkowy latawiec treningowy sterowany za pomocą dwóch uchwytów. Przerobiłem go na wersję z barem i przez te pół roku uczyłem się sterowania i ewolucji treningówką. Wyszło mi to na dobre, ponieważ od razu mogłem zacząć pływać, nie przejmując się latawcem. Niewiele później kupiłem też deskę do wake’a (niestety innych nie było), ale miała za duży rocker, więc trudno było na niej ostrzyć, dlatego postanowiłem zrobić własną. Za wzór wziąłem deskę wake, wypłaszczyłem rocker i wyciąłem jaskółczy ogon na tipach (taka wtedy panowała moda na świecie.) Pod koniec roku dotarł do mnie zamówiony Naish. I już zimą na przełomie roku 1999 i 2000 pojechałem z pierwszą i jedyną w tamtym czasie ekipą kite’ową w Polsce na Dominikanę. Zabrałem tam już mój pierwszy zestaw desek SU-2 TT do przetestowania.

Koledzy powiedzieli mi, że z moim czterolinkowym latawcem sobie nie poradzę i dali mi dwulinkowy – bardzo się bali i troszczyli o moje zdrowie :-). W rezultacie oni pływali na czterolinkowych kite’ach, a ja walczyłem z dwulinkowcem, jednak udało mi się zrobić pierwsze ślizgi. Niestety o „łapaniu góry” na dwulinkowcu nie było mowy.

Bogdan Stasiński pływał wtedy z deską kierunkową produkowaną w Kapsztadzie. Zrobiłem więc kilkadziesiąt sztuk podobnych desek, jednak pozostałem wierny deskom TT, coraz bardziej je udoskonalając. Jako jeden z pierwszych zrobiłem deski z cienkimi krawędziami grubości ok. 3 mm na środku i 2 mm na tipach. Pamiętam, jakby to było wczoraj, że ktoś powiedział: „Deska pływa świetnie, ale uderzenie nią jest na granicy rozcięcia”. Zaniechałem produkcji, a w następnym roku już większość konkurencji takie deski produkowała. Była to dla mnie nauczka, by nie słuchać innych i robić to, co podpowiada intuicja.

W maju 2000 roku zrobiłem pierwszy w Polsce kurs instruktorski, chociaż bardziej, żeby nauczyć się pływać, niż szkolić. Przed kursem nie potrafiłem utrzymać wysokości względem wiatru, a o ostrzeniu nie było mowy. Pływanie polegało na wykonaniu jak największej liczby halsów z wiatrem i odbyciu wieczornej pielgrzymki parę kilometrów helską drogą do miejsca zakwaterowania – w tym przypadku kempingu Chałupy 3. Jak pamiętam, kurs trwał około dwóch tygodni i był bardzo teoretyczny. Ale bez tej wiedzy, którą otrzymaliśmy, kitesurfng w Polsce by się tak szybko nie rozwinął.

W 2001 roku byłem pierwszym w Polsce i prawdopodobnie pierwszym w Europie seryjnym producentem twintipów, gdyż większość desek pochodziła wtedy ze Stanów, a europejscy shaperzy produkowali deski jedynie na użytek własny i znajomych. W rezultacie w 2001 roku powstały pierwsze serie fabryczne SU-2. Bazowałem głównie na wkładach ze spienionego PCW (Herexu) i pełnego karbonu. Deska była przygotowana do pływania w butach, gdyż wszyscy w tamtym czasie na TT pływali w ten sposób. Strapy były zarezerwowane do desek directional i wave. W tym samym czasie brałem udział w wielu zawodach kitesurfngowych. Udało mi się kilka razy zająć wysoko punktowane miejsca na podium, a w 2003 roku nawet pierwsze miejsce w największych wtedy zawodach Focus Cup 2003.

Następne lata to produkcja, testowanie, pływanie, wyjazdy, aż do 2014 roku, kiedy na Malediwach po raz pierwszy próbowałem hydrofoila (pożyczonego od Marka Rowińskiego). Jako pierwsi w Polsce zaczęliśmy robić seryjny foil Hydro-2. Jednak zainteresowanie tego typu pływaniem było wtedy znikome. Sprzedałem kilkadziesiąt sztuk i zawiesiłem produkcję. Produkowałem głównie prototypy hydrofoila dla siebie i znajomych, np. Split Hydrofoil ze składanym masztem

i deską – wszystko w walizce. Rozwiązanie to przetestowaliśmy w 2015 roku z zamiarem wprowadzenia w przyszłości do seryjnej produkcji.

Założyciel Polskiego Stowarzyszenia Sportów Ekstremalnych Kamikaze, wydawca pierwszych czasopism kite’owych w Polsce
Mariusz Czapliński

Po raz pierwszy zetknąłem się z kite’em, czytając kolorową prasę. Opisywano w niej, jak można pływać na desce z latawcem, wyskakując po 20 metrów do góry i latając po 200 metrów nad wodą. Pomyślałem: „O! To coś dla mnie!”. Chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do Maćka Boszki, który prowadził szkołę windsurfngu.

Mariusz Czapliński

Mariusz Czapliński

Maciek powiedział: „Wiem, wiem, właśnie mam u siebie dwóch takich kolesi, którzy wrócili z Dominikany, gdzie się tego nauczyli, i będziemy organizować pierwszy kurs w Polsce”. Od razu się zapisałem i na weekend majowy pojechałem na Hel. Tam Igor Czernik i Donat Raczkowski pokazali mi pierwsze kroki na kicie, a ja tak się zakochałem w tym sporcie, że zostałem na kempingu do września. Po weekendzie szkolenia robiłem pierwsze ślizgi. Udało mi się cudem kupić pierwszego 2-linkowego kite’a Wipika Airblast wielkości 11,5 m. Nie mogłem sobie poradzić z halsowaniem, myślałem, że to moja wina, jednak był to za mały latawiec na słabe wiatry dla gościa ważącego blisko 90 kg. Dopiero pojawienie się 16-metrowego LOOP B-52 uwolniło mnie od ciągłego wracania piechotą na miejsce startu.

Mariusz Czapliński

Mariusz Czapliński

W 2003 roku byłem już tak zakręcony kitesurfngiem, że założyłem pierwsze stowarzyszenie miłośników tego sportu – Polskie Stowarzyszenie Sportów Ekstremalnych KAMIKAZE. Zmieniło ono później nazwę na Polskie Stowarzyszenie Kitesurfngu, a następnie zainicjowało powstanie Polskiego Związku Kiteboardingu. Wraz z Maćkiem Boszką, wyłącznie z pasji, zorganizowałem pierwsze poważne zawody kitesurfngowe Focus Kite Cup. Były to jedyne zawody, na których główna nagroda wynosiła 10 tysięcy złotych w gotówce. Po znalezieniu sponsora strategicznego zawody przekształciły się w FORD KITE CUP.

Magazyn Kitesurf

Magazyn Kitesurf

W tamtym czasie wpadłem również na pomysł wydania gazety kite’owej. I tak powstał ”Magazyn KiteSurf”. Do każdego numeru dołączaliśmy film z wyjazdów kite’owych, między innymi z mojej sławetnej wyprawy po brazylijskich spotach. Piotr Kunysz, który był związany ze środowiskiem sportów zimowych, namówił mnie na zmianę formuły gazety na całoroczną, a jednocześnie zmieniłem tytuł z”Magazynu KiteSurf” na „Free and Style”. Kolejnym krokiem była Karta Kiteboardera, która zapewnia między innymi całoroczne ubezpieczenie kite’owe w kraju i na świecie.

Nobile Kiteboarding
Dariusz Rosiak

Pierwszy raz zobaczyłem kite’y, oglądając w telewizji film z Robbym Naishem. Fizycznie zaś miałem w rękach sprzęt do kite’a chyba w 2000 roku. Naszym klientem był Fanatic Snowboards, kierowany wtedy przez Tilla Eberlego, późniejszego CEO North Kiteboarding. Podczas wizyty w sprawie snowboardów miał ze sobą latawiec Naish, kierunkową deskę Fanatic i prototyp deski TT wykonany w technologii surfowej, czyli styropian zalaminowany dookoła tkaniną szklaną. Zapytał, czy możemy produkować odpowiednio mocną deskę TT, ponieważ prototypy, które mają zawodnicy, nagminnie się łamią. Odpowiedziałem, że nie mamy takiej technologii, ale będę nad tym myślał.

Na moją prośbę w szare popołudnie grudniowe z lekkimi opadami śniegu Till zademonstrował na lotnisku aeroklubu Bielsko-Biała, jak działa latawiec. Ja też spróbowałem postawić sprzęt, a 10 lat praktyki w lataniu na paralotni pozwoliło mi kontrolować kite’a od pierwszej próby. Podbudowany sukcesem kupiłem latawiec i deskę i byłem gotowy do prób opanowania nowego sportu wiosną następnego roku. Naukę zacząłem w maju na półwyspie helskim pod okiem Igora Czernika, a następnie kontynuowałem na Prasonisi w czerwcu tego samego roku.

Igor Czernik i Dariusz Rosiak

Igor Czernik i Dariusz Rosiak

W lipcu kontynuowałem przygodę z kite’em na półwyspie helskim. Mieszkałem na kempingu Chałupy 3 i przy wschodnim wietrze po dwóch halsach downwind lądowałem na kawie u przyjaciół na Małym Morzu. I tak kilka razy. Kawa na Małym, pakowanie sprzętu i powrót na „trójkę”. Za którymś razem postanowiłem wykonać więcej niż dwa halsy. Po zrobieniu czterech znalazłem się pod oczyszczalnią ścieków w Swarzewie. To, co zobaczyłem w wodzie, tak mnie zmobilizowało, że kilkunastoma halsami popłynąłem w końcu pod wiatr i dotarłem na „trójkę”. Dzięki oczyszczalni ścieków nauczyłem się halsować pod wiatr praktycznie w jeden dzień.

Pierwsza deska Nobile

Pierwsza deska Nobile

Jazda na kiteboardzie przypominała mi bardzo surfowanie na snowboardzie w głębokim puchu. Doszedłem do wniosku że sztywne deski w technologii surfowej nie są tym, czego potrzeba. Deska do kite’a powinna mieć flex, takie było moje odczucie. Pierwsza deska kitowa w technologii snowboardowej to był największy produkowany przez nas snowboard, pozbawiony metalowych krawędzi, z klinem z aireksu zamiast drewna. Po próbach pływalności w basenie przeciwpożarowym fabryki poleciałem na Hel testować nowy wynalazek na wodzie. Nie była to deska doskonała ani nawet dobra, ale potwierdziło się, że deska do kite’a powinna mieć flex. Zainwestowałem więc w formę i zbudowaliśmy prototyp przypominający dzisiejsze TT – szeroki w środku, zwężający się ku końcom. Znowu lot na Hel i potwierdzenie, że to jest to. Po powrocie spakowałem prototyp i pojechałem do Niemiec zaprezentować w North Kiteboardingu nowy pomysł. Został przyjęty z entuzjazmem i wspólnie przystąpiliśmy do uruchomienia produkcji pierwszej deski TT w technologii snowboardowej. North dawał testerów i shaperów, ja doskonaliłem technologie. Tak w roku 2003 powstał Jaime PRO, który zawojował rynek kite’owy. Naciskany przez dealerów sprzętu kite’owego w tym samym roku postanowiłem wystartować z marką Nobile, wprowadzając dalsze innowacje. Sukces przerósł oczekiwania. Deski, które powstały, to były od razu twin tipy do jazdy ze strapami . Pierwsza nasza deska skonstruowana specjalnie pod buty to 50/Fifty z kolekcji 2010.

W historii produkcji desek do kite’a był wiele momentów przełomowych. Każda innowacja popychała sport do przodu – elliptical concave, APS (added pre stress, wprowadzenie naprężeń wstępnych w klinie deski) i flex engineering, które poprawiły pop i zwiększyły komfort lądowania, click & go, czyli beznarzędziowe mocowanie akcesoriów, multi channel w 50/Fifty i przede wszystkim split boards, które zrewolucjonizowały komfort podróżowania ze sprzętem. Natomiast w latawcach przełomowe było wprowadzenie pierwszego wtryskowego systemu fulcrum quick realise.

W roku 2014 zrobiliśmy pierwsze przymiarki do hydrofoila. Od tego czasu trwały intensywne testy i prototypowanie. Pierwszy produkcyjny hydrofoil Zen wraz deskami Infinity Foil Split i Skim Foil powstał we wrześniu 2016, czyli wraz z kolekcją Nobile 2017.

Shinn
Mark Shinn

Pierwszy raz spotkałem się z kiteboardingiem na Teneryfie w 1999 roku. Mieszkałem tam już od kilku lat. Wipika wysłała na wyspę Franza Olry i Christophera Tasti, by zaprezentowali ten nowy sport. W tym czasie jedynymi dostępnymi latawcami były modele firmy Wipika w trzech rozmiarach: 3,5 m, 5 m i 8,5 m. Wszystkie były dwulinkowe i oczywiście bez depowera. Razem z przyjacielem kupiliśmy sobie kite’y zaraz po ich zobaczeniu. Nie było wtedy podręczników nauki ani szkół kite’a, więc wszystkiego musieliśmy się nauczyć sami, co nie było proste. Teneryfa nie jest idealnym miejsce do nauki kite’a, bo nie ma tam wielu plaż i wieją mocne wiatry. Jednak po trzech miesiącach nauki potrafiłem nabrać wysokości.

Mark Shinn

Mark Shinn

 

Jak wspomniałem, nie było wtedy systemów nauki ani nawet innych kiteboarderów, którzy mogliby służyć radami. Nauka była bolesna. O ile dało się kupić latawiec, to z deskami był już problem. Modyfikowaliśmy deski surfingowe, wprowadzając do nich poprawki po odbytych sesjach. Po 10 tygodniach nauki miałem dość kite’a i chciałem porzucić ten sport, jednak rywalizacja z moim kumplem Jo i jego determinacja sprawiły, że w końcu jakoś nauczyłem się pływać. Po sześciu miesiącach pływania mieliśmy już kontakty z Jimmy Lewisem i ludźmi z Maui – Lou Wainmanem i Elliotem Leboe. Oni wszyscy pływali na deskach do wake’a Jimmy Lewisa. Zamówiliśmy taką deskę i pływałem na niej przez kolejne dwa lata.

Mark Shinn

Mark Shinn

W 2000 i 2001 roku dwukrotnie zająłem drugie miejsce w międzynarodowych zawodach. W 2002 odbyły się dwie tury zawodów KPWT i PKRA i obie wygrałem. W 2005 skończyłem pływać dla Naisha i chciałem rozpocząć produkcję własnych desek do kite’a. Przyjechałem do Polski zobaczyć fabrykę Nobile i sprawdzić możliwość produkowania tam moich desek. W rezultacie zająłem się rozwijaniem desek kiteboardingowych w ramach firmy Nobile Kiteboarding. Pracowałem dla Nobile do 2009, kiedy zdecydowałem się pójść własną ścieżką i stworzyć Shinn jako niezależną markę. Od tej pory rozwijamy w Polsce nasze produkty do kitebordingu, w tym również hydrofoile. Deski Shinn produkowane są w fabryce w Tychach.

Udostępnij

O autorze

Informatyk, dziennikarz i specjalista od marketingu. Instruktor kitesurfingu PZKite i IKO level 3.

Możliwość komentowania wyłączona